Dlaczego warto zachować szczoteczkę po zużytym tuszu?

Witajcie!
   Jakiś czas temu zrobiłam porządny przegląd wszystkich kosmetyków i wyrzuciłam wszystkie te, których nie używam, albo których termin ważności dobiegał końca, a których i tak nie zdążyłabym wykończyć. W uporządkowaniu wszystkich produktów pomógł mi słynny organizer z Biedronki, który kiedyś Wam pokażę na blogu. Robiąc porządki wyrzuciłam dwa tusze do rzęs, których używałam czasami do podkreślania brwi. Oczywiście samego tuszu było w nich już nie wiele i chodziło mi głównie o rodzaj szczoteczki, w jaką został wzbogacony tusz. Postanowiłam zostawić sobie obie i używać ich nie w pierwotnym przeznaczeniu. 


Powyższa szczoteczka jest silikonowa, a zaopatrzony jest w nią tusz Super Shock od Avon (ok. 15 zł). Szczoteczka ładnie rozdzielała rzęsy, ale ich nie pogrubiała na tyle, by było to widoczne. Aktualnie używam jej, kiedy na rzęsy nałożę zbyt dużo tuszu, a z tuszem od essence, którego aktualnie używam, wcale o to nie trudno. Zazwyczaj zbiera się wtedy na rzęsach spora grudka, którą ciężko wyczesać pogrubiającą szczoteczką. Wtedy czystą (!) szczoteczką z Avon-owego tuszu wyczesuję z rzęs nadmiar tuszu.


Poza tym, stara szczoteczka może posłużyć nam jako zamiennik grzebyka do rzęs. Używam jej przed wytuszowaniem i takie rozczesanie chroni przed posklejaniem rzęs. Są ładnie rozdzielone i optycznie wydaje się, że jest ich więcej, ponieważ nie łączą się ze sobą końcami.
Co dość oczywiste, jeśli dany tusz sprawdzał się u Was świetnie, a np. był dość drogi i nie stać Was na kolejne opakowanie, warto pozostawić szczoteczkę i nakładać nią tańszy tusz. Naprawdę dużo zależy od "narzędzia"!


Ta szczoteczka pochodzi z tuszu Lovely Dolls Lash, który się u mnie nie sprawdził. Tą właśnie najbardziej lubię jeśli chodzi o modelowanie brwi.
Słyszałam też o wykonywaniu peelingu ust taką szczoteczką, ale tego patentu nie próbowałam. Jeśli dokładnie wyczyścić szczoteczkę, to w sumie- czemu nie? 

Zostawiacie sobie szczoteczki? :)

Pozdrawiam, Recenzjatorka

Czytaj dalej »

Reanimacja bardzo suchej skóry twarzy.

Cześć!
   Wydaje mi się, że forma infografiki przypadła Wam do gustu, dlatego na dziś przygotowałam podobny schemat dla osób, które są zielone w sprawach pielęgnacji, tym razem twarzy. Są to uproszczone kroki, które stosowane regularnie powinny przynieść bardzo ciekawy efekt. Oczywiście nie u każdego sprawdzi się np. peeling mechaniczny (kawowy, czy cukrowy) i będzie bardziej zadowolony z peelingu enzymatycznego, ale myślę, że w większości poniższe wskazówki powinny się sprawdzić i dać widoczny efekt regeneracji skóry twarzy zmęczonej zimnym i suchym powietrzem. Niestety, zima nas nie rozpieszcza. Mimo, że może nie ma wielkich mrozów, to w każdym pomieszczeniu napotykamy na suche powietrze, które jest sprawą ogrzewania. A jak nietrudno się domyślić, wpływa ono niekorzystnie na stan naszej skóry. Jak więc spróbować zregenerować skórę? W wielkim uproszczeniu tak:



Pozdrawiam, Recenzjatorka ;*



Czytaj dalej »

Jak ulepszyć maskę? - kilka rad dla początkujących

Cześć!
   W chwili, gdy zaczynałam dbać o włosy używałam mnóstwa produktów, w tym także masek. Niestety, żadna z nich nie działała tak dobrze na moje włosy, jak obiecywał producent produktów. Wtedy zaczęłam kombinować, dodawać do nich innych kosmetyków, a także produktów spożywczych takich jak miód, czy skrobia ziemniaczana. Z czasem zauważyłam, które z nich służyły moim włosom najbardziej i teraz używam ich do wzbogacania odżywek oraz lekkich masek.
   Mam nadzieję, że forma infografiki przypadnie Wam do gustu, zapraszam do zapoznania się, szczególnie osoby, które są na początku swojej przygody z dbaniem o włosy. Kilka wskazówek na temat tego jak ulepszyć najtańsze maski, tak aby działały porównywalnie do tych z wyższej półki :) 


Pozdrawiam, Recenzjatorka
Czytaj dalej »

Przeczytaj, zobacz, posłuchaj #4

Cześć!
Przychodzę do Was z kolejną porcją linków, które przemknęły przez moją przeglądarkę w tym tygodniu i którymi chciałabym się podzielić. Oczywiście, jak zawsze zachęcam do zostawienia jakiegoś linku po sobie oraz do wyrażania swojej opinii na temat tych, które ja wybrałam :) Pochwalę się jeszcze, że ten tydzień był dla mnie dobry- zdałam egzamin na prawo jazdy i mam już za sobą studniówkę :)

1. Kilka przepisów, które pomogą przemycić szpinak do naszego menu. Sama zostałam prawie zmuszona do jedzenia szpinaku, ze względu na zawartość minerałów i witamin. Choć wiadomo już, że wcale nie zawiera tak dużo żelaza, jak powszechnie się uważa, to jednak ma go w sobie trochę i warto wprowadzić szpinak do swoich obiadów. Jak zrobić to smacznie? Sprawdzajcie tutaj: 1-roladki, 2-naleśniki, 3- placuszki, 4- zapiekanka, 5- ciasto


2. Kolejny link poprowadzi Was do bloga, na którym autorka zaskakuje pięknymi zdobieniami paznokci, będziecie pod wrażeniem! Jest też sporo postów instruktażowych, które pokierują Was krok po kroku w drodze do ciekawego wzoru na płytce paznokcia.

3. Ciekawe wskazówki, na temat tego gdzie przechowywać kosmetyki i akcesoria do makijażu. Na kilka z nich na pewno nie wpadłabym sama :)

4. Na blogu Kasi znajdziecie propozycje kosmetyków, które początkująca włosomaniaczka powinna wypróbować i które tworzą ciekawy zestaw dla kogoś, kto ma nieduże pojęcie i pielęgnacji włosów.

5. Na blogu Produkt Natury możecie przeczytać o wybielaniu zębów w domu. Swoją drogą cały blog jest kopalnią ciekawych informacji, a odkryłam go całkiem niedawno.

6. Na koniec zostawiam Was z blendem:



Pozdrawiam, Recenzjatorka
Czytaj dalej »

Czy warto kupić 4-kolorowy korektor Wibo?

Witajcie!
Dziś chciałabym podzielić się z Wami swoją opinią na temat korektora marki Wibo. Kupiłam go w Rossmannie, gdy trwała promocja przy zakupie kilku produktów. Chyba coś w stylu "drugi -50%". Zdecydowałam się na niego, ponieważ mój ulubiony korektor z Catrice niestety się skończył, a miałam problem ze znalezieniem korektora w odpowiednim kolorze. O tym czy zamiana tradycyjnego korektora na ich zestaw to dobry pomysł możecie przeczytać niżej.


Korektor w regularnej cenie kosztuje ok. 12 zł za 15,5 g. Jest wydajny, więc cena nie jest wygórowana. Znajdziecie go w szafach Wibo, tak jak wspomniałam m.in w drogeriach Rossmann. Opakowanie jest wykonane z plastiku. W palecie znajdują się 4 kolory. Na spodzie opakowania znajduje się wskazówka odnośnie "specjalizacji" każdego koloru.


Ja swój korektor aplikuję palcami. Może nie jest to super higieniczna metoda, ale nakładanie ich pędzelkiem się u mnie nie sprawdziło. Korektory mają bardzo gęstą konsystencję i mają dobrą pigmentację.


Różowego korektora użyłam 2 razy i one wystarczyły mi by stwierdzić, że ten kolor nie jest mi zupełnie potrzebny. Nie mam typowych sińców pod oczami. Poza tym jest zdecydowanie zbyt ciężki, aby używać go w tych okolicach twarzy. Najciemniejszego koloru używam czasami do podkreślania kości policzkowych. Zielony przydaje się w awaryjnych sytuacjach, gdy skóra jest zaczerwieniona, albo gdy wyskoczy niespodzianka. Najjaśniejszy chyba jest najbardziej praktyczny. Używam go, aby zamaskować przebarwienia. Rzecz jasna nie stosuję korektora codziennie. Jedynie przed większym wyjściem stosuję wszystkie 3 (bez różu). Na co dzień staram się używać tylko lekkiego podkładu, a jeśli już sięgam po korektor, to najjaśniejszy z nich aplikuję na najbardziej przebarwione miejsca twarzy. Zapewne dlatego nie zauważyłam przesuszenia twarzy w miejscach, na których używam tego produktu. Czytałam jednak takie opinie na wizażu, dlatego uprzedzam, że wysuszenie twarzy może mieć miejsce przy zbyt częstym stosowaniu.


Podsumowując, za niewielką cenę otrzymujemy 4 korektory w 1. Mają dobrą pigmentację, są wydajne, trwałość zależy od tego jak je zaaplikujemy oraz jakie inne produkty stosujemy w naszym makijażu. Mimo wszystko, nie są one moimi ulubieńcami i lepiej sprawdzał się u mnie korektor Catrice- w kolorze dobrze dobranym do mojej cery i również stosowany punktowo. 

Czy używałyście może tego produktu? Jakie korektory stosujecie? Aplikujecie korektor pod czy na podkład?

Pozdrawiam, Recenzjatorka

Czytaj dalej »

Sposoby na miękkie i zadbane skórki!

Witajcie!
   Jeśli masz problem ze swoimi skórkami, wycinanie ich jest dla Ciebie problematyczne i bolesne- dobrze trafiłaś. Moje skórki zawsze były oporne na wycinanie. Dlatego zawsze zsuwałam je patyczkiem, co nie dawało spektakularnych efektów. Jakiś czas temu nastawiłam się na zakup produktu do usuwania skórek marki Sally Hansen, ale wtedy nie była dostępna stacjonarnie w mojej okolicy. Później w prezencie od chłopaka dostałam podobny kosmetyk, do tego który chodził mi po głowie. Dziś jeśli macie ochotę, możecie trochę poczytać o profesjonalnym preparacie do usuwania skórek i moich innych metodach, które pozwalają mi zachować je w stanie dającym na siebie patrzeć, bez ich wycinania.


    Na początek kilka słów o produkcie, który widzicie na powyższym zdjęciu. Jest to Profesjonalny preparat do usuwania skórek marki Eveline i prawdopodobnie znajdziecie go w Rossmanie, być może w Naturze. Kosztuje ok. 10 zł za 12 ml. 


  W składzie znajdziemy kolejno wodę, glicerynę, regulator pH (stanowi tu ok. 5%), zagęszczacz, konserwant, barwnik, olej awokado (pewnie w śladowych ilościach). Czyli skład nie powala. W zasadzie skład opiera się na wodzie i glicerynie. Czy taka formuła może być skuteczna?



   Tubka jest całkiem ciekawym rozwiązaniem, ale ciężko nałożyć produkt na skórki, przydałby się wmontowany pędzelek. Nie mam problemu z wyciskaniem produktu, a poza tym jest on wydajny.



    Produkt ten ani mnie nie zawiódł, ani nie rozczarował. Spisuje się dobrze przy zmiękczaniu skórek, łatwo je odsunąć patyczkiem i nie odrastają zbyt szybko. Niestety, ale nie nawilża ich tak bardzo, jak obiecuje producent. Mimo wszystko, myślę że warto go przetestować. Jego cena nie jest kosmiczna, a działanie całkiem dobre.

   Kolejnym rozwiązaniem problemu suchych i opornych skórek jest ich olejowanie. Jak pewnie wiecie, można olejować włosy i paznokcie, ja także olejuję twarz i staram się wcierać oleje w paznokcie. Najczęściej do tego używam oliwki Babydream dla dzieci oraz oleju z pestek winogron, ponieważ są one najmniej tłuste i gęste. Natłuszczam skórki wieczorem, czekam aż olej trochę wsiąknie i idę spać, czasami po oleju nakładam jeszcze krem do rąk i bawełniane rękawiczki. 


    Ostatnim patentem na skórki jest dla mnie częsty peeling okolic paznokci, który wykonuję przy okazji tego zabiegu na całych dłoniach. Najczęściej używam peelingu DIY, który wykonuję z cukru, cytryny oraz kilku kropli oleju awokado lub arganowego. Masuję nim dłonie, szczególną uwagę zwracając na okolice paznokci. Pamiętajcie, że jeżeli macie jakieś ranki na dłoniach, albo są popękane, to nie warto eksperymentować z cytryną! W takiej sytuacji do skórek używam peelingu z pestek malin (zamówionego w sklepie internetowym) lub peelingu cukrowego/kawowego z dodatkiem mleka, jogurtu naturalnego lub miodu. 

A jakie Wy macie sposoby na zadbane skórki i okolice paznokci? :)

Pozdrawiam, Recenzjatorka



Czytaj dalej »

Ile zapachu melona zmieściło się w wosku Yankee Candle- Waikiki Melon?

Cześć!
Już dawno nie pojawiały się tutaj recenzje wosków od Yankee Candle. Ostatnio w ogóle ich nie odpalam. Zraziłam się po kilku nowych zapachach i zrobiłam sobie przerwę. Chyba czas powrócić do ulubionego Macintosh Spice i Lovely Kiku. Dziś o jednym z nowszych zapachów. Czy to kolejny ulubieniec zdradzę Wam za chwilę.


Ja swój wosk kupiłam w sklepie Goodies.pl za 7 zł. Na podstronie produktu zauważyłam przyznanych 5 na 5 możliwych gwiazdek, które pochodzą z 6 różnych opinii i to mnie skusiło do jego zakupu.


Opis ze strony sklepu: ,,Waikiki – czyli doskonale egzotyczna, wymarzona, w idealny sposób rajska plaża – to najważniejszy punkt odległego Honolulu. To w tym miejscu koncentruje się życie miasta znanego z serdeczności jego mieszkańców, pokazów na których obejrzeć można spektakularne tańce i sztuczki wykonywane z żywym ogniem. Waikiki to też piękne, tańczące w rytm hula dziewczyny i kolory egzotycznych kwiatów zamienianych w zawieszane na szyjach turystów wieńce. To wszystko – cały ten wyjątkowy i bardzo wakacyjny klimat – kondensuje się w wosku Waikiki Melon, czyli w kompozycji sprawnie łączącej w sobie aromat dojrzałego i słodkiego melona skropionego dla kurażu odrobiną soku ze słonecznej, orzeźwiającej pomarańczy."


Przyznam, że ja w tym wosku zupełnie nie czuję ani melona, ani pomarańczy. Zapach jest ciężki do określenia, według mnie jest bardzo sztuczny. Wosk jest bardzo wydajny i dość trwały. Waikiki Melon najintensywniej pachnie po ok. 5 minutach od podgrzania, ale sam w sobie nie jest zbyt mocny. Niestety, nie wpasował się on w moje gusta, a zapowiadał się bardzo ciekawie. Szkoda, że znowu to, co przez innych jest oceniane bardzo wysoko u mnie nie zdało egzaminu. Mimo wszystko, myślę że warto wypróbować ten zapach, skoro jak widać jestem wyjątkiem, któremu zapach nie przypadł do gustu :)


Ten i inne woski możecie kupić na stronie Goodies.pl, z której sama korzystam. Już wielokrotnie wspominałam, że nigdy się nie zawiodłam na tej stronie. Przesyłka przychodzi na czas, w dobrym stanie i woski są często w cenach promocyjnych. 

Miałyście okazję powąchać Waikiki Melon? Co o nim sądzicie? :)
Jakie są Wasze ulubione zapachy od YC?

Pozdrawiam, Recenzjatorka
Czytaj dalej »

Przeczytaj, zobacz, posłuchaj #3!

Cześć!
Jak mija Wam piękny, niedzielny poranek? Przyznam, że mi sprzyja poczucie, że nie muszę rano wstawać do szkoły- mam przed sobą jeszcze tydzień ferii. Przybywam, aby podzielić się z Wami linkami, które zaciekawiły mnie w minionym tygodniu. Jeśli macie ochotę, zapraszam do klikania, przeczytania, zobaczenia oraz posłuchania! :)

1. Ciekawy artykuł o ftalanach i parabenach. Zawsze wiedziałam, że parabeny to zło, ale nie sądziłam, że może być aż tak duże. Chyba będę czytać składy jeszcze uważniej!

2. Tekst o tym, jak radzić sobie ze stresem. Nie wiem jak Wy, ale ja mam z tym spory problem. Tekst może nie będzie dla wielu szczególnie odkrywczy, ale zawiera instrukcje do kilku ćwiczeń, o których wcześniej nie słyszałam.



3. Wszystkie przydatne informacje na temat przedłużania świeżości włosów zebrane w jednym miejscu, na blogu Magdy. Jeśli macie problem ze zbyt szybko przetłuszczającą się skórą głowy, wiecznie nieświeżymi włosami u nasady- warto zajrzeć. 

4. Dlaczego warto zdecydować się na zostanie dawcą. Sama od dłuższego czasu zastanawiam się nad wypełnieniem oświadczenia woli o przekazaniu organów w wypadku śmierci. Ten tekst jeszcze bardziej mnie zmotywował do tego, by to zrobić. Myślę, że to tylko kwestia czasu. I zachęcam do przeczytania tekstu oraz do odwiedzenia strony dawca.pl.

5. Dlaczego warto i jak przygotować smaczne smoothie przeczytacie na blogu urodaiwlosy.pl. Oprócz tego zapraszam też po szybki przepis na koktajl brzoskwiniowy u lifeinblondcolor.pl, który na pewno niedługo wypróbuję :) Nie wiem jak Wam, ale mnie bardzo ciężko idzie przemycenie kilku porcji owoców do dziennego jadłospisu, a blender to świetne rozwiązanie. Ja swój kupiłam w Biedronce i chyba czas powrócić do regularnego miksowania :)


6. Jeśli interesujecie się fotografią, chcielibyście pogłębić swoją wiedzę w tej kategorii, to polecam bloga Jest Rudo. Dużo ciekawych instrukcji oraz inspiracji! :)

7. Na koniec zostawiam Was z tytułami dwóch filmów, które ostatnio obejrzałam i tego nie żałuję. Nie są to dzieła, które zapamiętam na długo, ani z rodzaju tych, które mnie wstrząsnęły, albo doprowadziły do łez, ale są naprawdę ciekawe. Pierwszy z nich to ,,Zaginiona dziewczyna", a drugi ,,In your eyes", obydwa są z 2014 roku.

Zachęcam do pozostawiania swoich linków, ciekawych odkryć, piosenek, zdjęć, wszystkiego co przyjdzie Wam do głowy :)!

Pozdrawiam, Recenzjatorka

Czytaj dalej »

Rosyjski, nawilżający krem do twarzy (Organic Aloe).

Cześć!
  Jak mija Wam tydzień? U mnie praca przeplata się z odpoczynkiem- wreszcie mam trochę czasu na przegląd szafy i pozbycie się wszystkiego, co jest mi zbędne. Poza tym czytam o molekularnym podłożu biologii- zdecydowanie nie polecam. Mam nadzieję, że u Was jest trochę ciekawiej :)
  Kilka miesięcy temu dokonałam zakupu w sklepie Triny.pl, o czym wspomniałam Wam w tym poście. Od tamtego czasu zdążyłam wyrobić sobie opinię na ich temat i jestem już gotowa się nią tutaj podzielić. Pod postem dotyczącym zakupu część z Was wyraziła chęć przeczytania o aloesowym kremie do twarzy marki Bioluxe. Dziś zapraszam na jego recenzję.


Sposób użycia: Nanieść na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Pozostawić do wchłonięcia.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cocoglycerides, Stearic Acid, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Cocos Nucifera Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Glycerin, Potassium Hydroxide, Parfum, Benzoic Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid.

Cena: Ja za swój krem o pojemności 40 ml zapłaciłam 5 zł, co uważam za rozsądną cenę.

Dostępność: Na pewno znajdziecie go w sklepach internetowych. Jak wcześniej wspomniałam, ja swój kupiłam w sklepie Triny.pl.


   Krem znajduje się w tubce, z której łatwo wyciska się produkt. Ma on lekką konsystencję, nie jest zbyt tłusty. Wydobycie odpowiedniej ilości kremu nie jest trudne, ale czasami zdarzało mi się, że wycisnęłam go zbyt dużo. Nie ma on specyficznego zapachu, jest on prawie niewyczuwalny. Ja wyciskałam niewielką ilość produktu i wcierałam jedynie w skórę twarzy. Jedno opakowanie wystarczyło mi na 2 miesiące codziennego stosowania- raz lub dwa razy dziennie.
   Krem jest na tyle lekki, że można bez obaw stosować go pod makijaż, oczywiście odczekując chwilę po nałożeniu na jego wchłonięcie się. Produkt nie zapchał mnie, ani nie uczulił. Nie powodował wysuszenia, ani nie wzmagał świecenia się skóry. Sprawdzał się jesienią, delikatnie nawilżał skórę. Niestety zimą nie spisał się tak dobrze, moja skóra potrzebuje wtedy większego nawilżenia, dlatego powróciłam do olejowania. Na pewno wrócę do tego kremu latem, kiedy przydaje się delikatne nawilżenie skóry, a ciężkie formuły ją męczą. Podsumowując, jest to według mnie ciekawy i tani krem, jeśli szukacie czegoś lekkiego, szybko wchłaniającego się, do używania pod make-up. 

Używałyście może tego kremu? Jakie macie o nim zdanie? A może polecicie mi swój ulubiony krem nawilżający? :)

Pozdrawiam, Recenzjatorka
Czytaj dalej »

Przeczytaj, zobacz, posłuchaj #2!

Witajcie!
Kochani, właśnie rozpoczęłam ferie zimowe. Myślałam, że będzie to czas błogiego odpoczynku, ale niestety, ruszam do pracy pełną parą. W tym roku piszę maturę i muszę się postarać, żeby nie siedzieć bezczynnie, a powtarzać materiał. Poza tym, jakiś czas temu wróciłam do ćwiczeń, ale o tym możecie przeczytać w jednym z punktów dzisiejszego przeglądu po sieci. Mam nadzieję, że pozostałe punkty także przyciągną Waszą uwagę, zapraszam! :)


1. U Anwen rozpoczęła się kolejna akcja włosomaniaczek- Testowanie Kallosów. Jeśli macie w posiadaniu maskę tej firmy, albo chcecie wydać ok. 10 zł na litrową maskę i porównać efekty z innymi, warto dołączyć do wyzwania. Sama jestem bardzo ciekawa rezultatów.

2. Kolejny link to ciekawe miejsce w sieci, które odkryłam tydzień temu. Jest to blog My Pink Plum. Znajdziecie tam dużo ciekawych tekstów na temat wystroju wnętrz, sporo instrukcji DIY, a co więcej- blog wypełniony jest pięknymi grafikami. Autorka ma zdecydowanie do tego dryg, warto zajrzeć, ale uprzedzam- łatwo przepaść i przeglądać wszystkie stare wpisy! :)

3. O tym co się dzieje z włosem, gdy tnie się go na sucho przeczytacie na blogu falowana.pl. Tekst wzbogacony jest zdjęciami makro przed i po ścięciu włosa na sucho oraz na mokro. Warto wiedzieć jaka jest różnica.


4. Kolejny post, również o tematyce włosowej, ale wyjątkowy- o najpopularniejszych metodach pielęgnacji włosów w innych krajach. Autorka tekstu posiłkuje się informacjami, które zebrała od mieszkańców Indii, Peru, Kurdistanu, Tunezji, Ekwadoru oraz Kolumbii. 

5. Teraz o moich ćwiczeniach. Już od dawna nie wykonywałam ich regularnie. Wcześniej jednak zdarzyło mi się przez miesiąc ćwiczyć z Mel B i zauważyłam pierwsze efekty, po czym zaprzestałam treningów. Niestety, ale po niedługim czasie bez aktywności pojawił się efekt jojo. Dlatego ruszyłam od nowa. Na początku wykonywałam ćwiczenia z tego filmiku Sylwii Szostak (klik), głównie scyzoryki, nożyce, brzuszki do wyprostowanych nóg oraz plank. Później zmieniłam ćwiczenia na ulubioną Mel B i jej 10-minutowy trening brzucha (klik). Teraz właściwie nie wspomagam się już filmikami, tylko standardowo wykonuję serię nożyc, scyzoryków,  różnego rodzaju brzuszków, kończąc to plankiem (nie jestem pewna czy tak właśnie odmienia się to słowo :D). Serdecznie polecam powyższe filmiki do ćwiczenia w domowym zaciszu :)

6. Coś co lubię czytać- felietony, głównie polskiego rapera o ciekawych poglądach i bogatym słownictwie. Koniecznie zajrzyjcie do tekstów, które napisał Ten Typ Mes. Wszystkie znajdziecie na stronie T-Mobile (klik).

7. Na koniec pozostawiam kolejny utwór do przesłuchania: 




I oczywiście zachęcam, abyście pozostawili po sobie linki, których zawartość was zainteresowała, rozbawiła, wzruszyła, zainspirowała! :)


Pozdrawiam, Recenzjatorka
Czytaj dalej »