Aktualizacja włosowa- styczeń '15

Cześć!
Przyszedł czas na kolejną aktualizację. Czy tylko mi czas tak szybko upływa? Dopiero co dodałam grudniowe zdjęcia... Standardowo, moje włosy każdego dnia w tym miesiącu wyglądały inaczej, co ciężko było uchwycić na zdjęciach. Znacznie częściej spotykał mnie bad hair day, ale były też dobre momenty. Myślę, że te gorsze wynikały ze zbyt częstego używania produktów ziołowych na długości. Skręt również bywał bardziej i mniej zdefiniowany. Poza tym podcięłam samodzielnie włosy o 3 cm.  
Przyznaję przed Wami i przed samą sobą, że ostatnio zaniedbałam swoje włosy, w szczególności końcówki. Ciągle zapominam o dłuższym olejowaniu, nie mam siły czekać na zmycie maski, którą wcześniej mogłam nosić godzinami. Mam nadzieję, że niedługo wszystko wróci do normy :)



W tym miesiącu najczęściej używałam następujących produktów:

szampony:
-Isana Med z mocznikiem
-Timotei, 2w1, Intensywna pielęgnacja

oleje:
-awokado

odżywki i maski:
-Kąpiel Agafii, Maska do włosów siedmiu ziół
-Joanna, Odżywka do włosów z lnem i rumiankiem
-Mrs. Potter's, Balsam odbudowa i nawilżenie (aloes i jedwab)

zabezpieczanie końcówek:
-olej z awokado

wcierka:
-Green Pharmacy, Eliksir ziołowy wzmacniający, przeciw wypadaniu

oprócz tego:
-peeling kawowy
-płukanka z dodatkiem soku z cytryny
-skrzyp do picia jako suplementacja



Pozdrawiam, Recenzjatorka
Czytaj dalej »

Przeczytaj, zobacz, posłuchaj (subiektywny przegląd sieci)!

Cześć!
Często podczas buszowania po sieci natykam się na coś ciekawego, czym chciałabym się z Wami podzielić. Zapominam przy tym o moim blogowym profilu na Facebooku i koniec końców, nowe odkrycia zostawiam dla siebie. Aby to zmienić postanowiłam wznowić coś, co na blogu już się przemykało- subiektywny przegląd postów na innych blogach i trochę rozszerzyć tematykę. Wszystko dlatego, że nie tylko na blogspocie znajduję ciekawe tricki, porady, czy inne ciekawe posty. Wiem, że takich serii w blogosferze jest sporo, ale sama bardzo chętnie je czytam. Szczególnie polecam Wam (KaroLINKI i Wtorlinki).


Dziś zostawiam dla Was następujące linki, do których polecam zajrzeć :) :

1. Jaki szampon do włosów suchych i wysokoporowatych? - Jeśli macie problem z dobraniem szamponu do włosów suchych, to warto zajrzeć do tego posta. Ja kiedyś miałam spory problem z doborem szamponu, który nie wysuszałby moich włosów na długości. Od siebie polecam jeszcze wypróbować szampon IsanaMed z mocznikiem, który mimo, że zawiera SLS, to na kolejnym miejscu w składzie jest mocznik.

2. Alterego o swoich doświadczeniach z wybielaniem zębów. - Przyjaciółka ostatnio mówiła mi o systemie wybielania z Białą Perłą i od tamtej pory jestem zainteresowana tematem, ale trochę się obawiam nadwrażliwości. W powyższym poście dostałam sporo odpowiedzi na swoje pytania i zachęcam, jeżeli chcecie poczytać o metodach wybielania zębów.




3. Jak naprawdę wyglądają włosy gwiazd? - Wzdychasz na widok fryzury Kim Karadashian, albo Naomi Campbell? Myślę, że po tym poście uświadomisz sobie, że właściwie to one mogą pozazdrościć Tobie wyglądu Twoich włosów! :)

4. Fajnie by było, gdyby... - Serdecznie polecam Wam nie tylko ten tekst, ale całego bloga Marty, który jest przepełniony motywującymi zdaniami. Gdy tam zaglądam, dostaję mocnego kopa, który pobudza do działania. Razem z blogiem Aniamaluje zmieniają moje patrzenie na wiele spraw, zajrzyjcie koniecznie!

5. Kolejna rzecz to już nie tekst, a sklep pewnego Allegrowicza, na który wpadłam przypadkiem i na którym złożyłam spore zamówienie. Produkty są tam na tyle tanie, że ograniczając się nawet do małej kwoty, miałam problem ze zdecydowaniem się co dodać do wirtualnego koszyka. Wszystko dotarło w super stanie, dobrze zapakowane.


6. Ostatnio obejrzałam sporo filmów i większość mnie nie zachwyciła, dawno nic nie wbiło mnie w fotel. Jednak jeden z nich był ciekawy, do pewnego momentu bardzo mocno trzymał w napięciu, nie żałuję obejrzenia. Zaginiona dziewczyna (2014) opowiada o małżeństwie, które obchodzi rocznicę ślubu. Para prowadzi w każdą rocznicę rodzaj gry. Tym razem kobieta ginie bez śladu, a mąż... Mąż może okazać się mordercą.

7. Nie wiem czy już kiedyś zaznaczałam, że słucham głównie rapu i polskiego rocka. Dlatego zostawiam ciekawy kawałek do przesłuchania:



A co Wam wpadło w oko w tym tygodniu? :) Podzielcie się ze mną ciekawymi linkami!


Pozdrawiam, Recenzjatorka
Czytaj dalej »

Makijaż z kosmetykami essence :)

Witajcie!
   Na wstępie chciałabym się z Wami podzielić niekoniecznie dobrą informacją. Przez jakiś czas nie będzie mnie na blogu, nie wiem ile to potrwa, ale mam problemy zdrowotne, które- nie ukrywam, przeszkadzają mi w pisaniu. Zgodnie z zaleceniami lekarza- staram się nie forsować lewej ręki. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze trochę innych spraw, między innymi przygotowania do matury. Ostatni czas jest dla mnie ciężki i wiem, że choćbym chciała, to nie ukryję tego przed nikim, także przed Wami, a chciałabym, żeby to miejsce było pozytywne :) Mam nadzieję, że niedługo wszystko trochę zwolni i będę mogła spędzić więcej czasu przed komputerem i zabrać się za swoje plany i realizację pomysłów, które siedzą mi w głowie :).
   Dziś chciałabym przedstawić 3 kosmetyki marki essence. Do tej pory miałam tylko lakiery tej firmy, a poza tym niczego z kolorówki. Wszystko się zmieniło kilka dni temu, kiedy zaopatrzyłam się w drogerii Natura w tusz do rzęs oraz lip-tint. Z kolei cienie ukazane w poście należą do mojej mamy. Sama gustuję raczej w matowych cieniach, a te mają drobinki, co nie znaczy, że nie da się nimi niczego wyczarować. Dla mnie po prostu są dużo bardziej uciążliwe, bo ten shimmer roznosi się po całej twarzy i świecę się jak bombka. 


Tusz Get Big Lashes kosztuje ok. 10 zł i tak jak pozostałe kosmetyki essence, znajdziecie go w drogerii Natura. Do wyboru jest sporo wersji, a co za tym idzie również szczoteczek. Mój tusz jest pogrubiająco-podkręcający, więc ma lekko wygiętą szczoteczkę. Wszystkie z nich są bardzo duże, co było dla mnie nowością, bo dotychczas używałam mniejszych szczoteczek. Jest jednak całkiem łatwa w obsłudze. Faktycznie podkręca rzęsy i znacząco pogrubia przy 2 warstwach. Niestety, tusz mimo wszystko nie spisuje się u mnie za dobrze. Może to kwestia tego, że jeszcze nie nauczyłam się go dobrze używać. W każdym razie, trzeba się trochę nagimnastykować, żeby ładnie rozdzielił rzęsy i ich nie posklejał, a jest to prawie niemożliwe. Może przy dłuższym używaniu uda mi się go rozpracować i zmienię swoje zdanie :)


Kolejny produkt to balsam do ust. Gdy dorwałam tester i maznęłam nim po ręce, stwierdziłam że kolor jest bardzo fajny- wydawał się być przeźroczysty z różową, delikatną poświatą. Za  promocyjną cenę uwaga 3,99 żal było go nie wziąć. Nawet nie wiecie jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy umalowałam nim usta po powrocie do domu. Kolor na początku faktycznie był delikatny, ale stopniowo ciemniał, do intensywnego różu, wpadającego w czerwień. I co ciekawe, w tym stanie pozostał aż do demakijażu, czyli ok. 7 godzin, podczas których normalnie jadłam i piłam. Szkoda, że oprócz różowego, był tylko jeszcze pomarańczowy lip-tint, bo to bardzo fajny produkt! :)



Ostatni produkt, którego użyłam to cienie quattro. Muszę przyznać, że są zupełnie nie w moim stylu, głównie ze względu na ten shimmer. Brązy to też nie moje koloru. Najbardziej z tej mini-paletki spodobał mi się najjaśniejszy, srebrny cień. Idealnie nadaje się do rozświetlania wewnętrznego kącika oka. Pigmentacja tego akurat cienia jest świetna, z resztą jest już gorzej. Utrzymują się długo na powiekach, czasami się osypują.


A poniżej delikatny makijaż, który wykonałam z użyciem tych produktów. Podkład, którego użyłam nie jest wyrobem essence, a Rimmela. Co prawda, nie mam jeszcze swojego ulubieńca w dziedzinie podkładów, ale do tych od essence mnie nie ciągnie. Puder, którego używam jest z Miss Sporty, a bronzer z Golden Rose. 



Używacie produktów z essence? Co według Was jest godne uwagi? :)

Pozdrawiam, Recenzjatorka
Czytaj dalej »

Farmona, Tutti Frutti Mus do ciała - brzoskwinia & mango

Cześć kochani!
Co u Was? Ja nadal jestem przerażona tym, że czas Świąt dobiegł końca. Tym bardziej, że postanowiłam sobie bardzo aktywnie spędzić ten rok. Nie tyle aktywnie fizycznie, co umysłowo. W tym roku zdaję maturę, a jestem w... sami wiecie w czym jest Polak, który wie, że nic nie wie. Rozpisałam sobie już mniej-więcej plan działania w zakresie nauki przedmiotów, które zdaję w rozszerzeniu i zabieram się od jutra do pracy. Dziś przyjemny post, o produkcie, którego zapach urzekł mnie od pierwszego użycia :)


Ostatnimi czasy w ogóle się nie balsamowałam. Kiedyś był to dla mnie ważny element pielęgnacji. Ostatnio jednak nie miałam na to czasu, albo zwyczajnie zapominałam. Nie wiem czy też tak macie, że jeśli nie położycie kosmetyku do pielęgnacji w widocznym miejscu, to nie używacie go regularnie. Przypuszczam, że część z Was ma podobnie. Ja mam tak głównie z balsamami do ciała, glinkami, siemieniem lnianym (z którego można wiele dobrego dla ciała i włosów zrobić), suplementami diety oraz z wcierkami do skóry głowy. Gdy są na widoku- pamiętam o nich, wcieram, nakładam, wmasowuję, dodaję do innych produktów. Niestety, ale w moim pokoju nie mam miejsca na toaletkę, a nie chciałabym wszystkiego trzymać na wierzchu. Myślałam, że z tym nawilżaczem do ciała będzie podobnie- włożę do szuflady, posmaruję się raz na miesiąc, później się przeterminuje i wyląduje w koszu na śmieci. 
Jednak jest inaczej. Mus  Tutti Frutti był częścią prezentu dla mnie, który otrzymałam od przyjaciółki. Od razu urzekł mnie ten zapach. Mam jeszcze olejek z tej samej linii zapachowej, który z kolei dostałam od innej koleżanki na urodziny :). Jednak zapach musu jest trochę łagodniejszy. W każdym razie jest on dość intensywny i słodki. Trudno mi powiedzieć ile utrzymuje się na skórze, bo zazwyczaj używam go wieczorem, po kąpieli. 


Mus umieszczony jest w opakowaniu o pojemności 275 ml (są chyba też takie o mniejszej pojemności). Opakowanie posiada odkręcaną pokrywkę i zawartość jest zabezpieczona (za co ogromny plus!). Zapłacimy za niego ok. 13 zł i można go kupić przez Internet, w Rossmanie, w drogeriach Natura, pewnie większości hipermarketów. Dostępnych jest sporo zapachów (np Granat & Pitaya, Kiwi & Karambola, Jeżyna & Malina, Karmel & Cynamon), a także inne produkty w serii, m.in: olejek do kąpieli, peeling, sól do kąpieli, krem do dłoni i paznokci.


Skład produktu jest całkiem przystępny, znajdziemy w nim min masło shea. Zawiera też parafinę, ale w kosmetykach do pielęgnacji ciała nie powinna zrobić krzywdy :) Masło wmasowane w skórę szybko się wchłania i dobrze nawilża. Nie jest to trwały efekt, ale jest zadowalający. Powiedziałabym, że jest dość lekki. Oprócz tego, produkt w moim odczuciu jest wydajny.


Podsumowując, jeśli szukasz lekkiego musu do ciała o intensywnym, owocowym, słodkim zapachu, powinieneś spróbować musu od Tutti Frutti :) 


Dla mnie o wiele przyjemniejszy jest ten od Tutti Frutti, głównie ze względu na zapach. Poza tym krem od Isany pozostawiał na skórze jak gdyby filtr, tutaj po użyciu praktycznie od razu można się ubrać, bez obawy, że coś pobrudzimy. Od dziś testuję kremowanie włosów z Isaną :)

Pozdrawiam, Recenzjatorka

Czytaj dalej »

Aktualizacja włosowa grudzień 2014

Witajcie!
Dawno mnie tutaj nie było, ale mam kilka świeżych pomysłów i postaram się je zrealizować w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że chętnie przeczytacie przyszłe posty. Dziś przychodzę do Was z trochę opóźnioną aktualizacją włosową. Zdjęcia zostały wykonane ok. 2 tygodnie temu, ale z różnych powodów, nie mogłam dodać aktualizacji wcześniej.

W tym miesiącu najczęściej używałam następujących produktów:
szampony:
- Isana Med z mocznikiem
- Timotei, 2w1 Intensywna Pielęgnacja

oleje:
- Babydream dla dzieci (niebieska butelka)
- olej z pestek winogron

odżywki i maski:
- Seboradin, balsam z olejem arganowym, do włosów wypadających
Kąpiel Agafii, Maska do włosów regenerująca ekspresowa 
- NaturVital, Maska aloesowa

zabezpieczanie końcówek:
- Marion, Olejki orientalne


listopad/ grudzień

A jak kondycja Waszych włosów w tym miesiącu? :)

Recenzjatorka


Czytaj dalej »