Cinnamon Stick od Yankee Candle.

Witajcie!
Uwielbiam zapach cynamonu, ale nie może być on duszący. Kojarzy mi się ze świętami Bożego Narodzenia, choinką, a także potrawami. Lubię dodawać go do ciasteczek, czy nadzienia do naleśników. Ale czy jako zapach unoszący po pokoju również by się sprawdził? Przekonacie się czytając poniższą recenzję :)


Kilka słów ze strony sklepu: Grudniowe, spędzane w rodzinnym gronie święta niosą ze sobą wiele aromatów. Przede wszystkim jednak, zimowa celebracja pachnie piernikami – słodkimi, korzennymi, odrobinę orientalnymi. Ich smak sprawia, że zapominamy o wszystkich troskach i problemach, a zapach – ociepla nawet najbardziej mroźne, grudniowe wieczory. Cinnamon Stick to świąteczna delicja, cudownie wybarwiony, w pełni naturalny wosk, który otula woalką słodkiego cynamonu, urozmaiconego garścią korzennych, rozgrzanych w czerwonym winie goździków.


I powyższy opis jest jak najbardziej trafny. Zapach tego wosku jest absolutnie świąteczny, idealnie nadaje się na zimowe, długie wieczory z kubkiem kakao. Przyznam, że nie czuję tutaj tych goździków. Zapach jest prosty, to zwykły cynamon. Ale w wersji umilacza nastroju sprawdza się cudownie. Oczywiście, dla osób, które nie przepadają za zapachem tej przyprawy nie będzie przyjazny, ale jeśli lubisz cynamon, to polecam ten wosk :) Jest trwały, wystarczy jego odrobina w kominku, a zapach już unosi się w pomieszczeniu. Dlatego uważam, że jest bardzo wydajny i jego cena jest adekwatna do jakości w stu procentach. Nawet przed odpaleniem zapach jest bardzo intensywny. Nie jest jednak duszący, przynajmniej w moim odczuciu, za co składam ogromny pokłon ku jego twórcom :) 

Ten i inne woski możecie kupić na stronie internetowej sklepu Goodies.
Czytaj dalej »

Miesiąc z Priorin Extra- pierwsze efekty :)

Cześć!
Co u Was? Ja staram się wykorzystać ostatnie dni wakacji i odpoczywam pełną parą. Te wakacje były dla mnie mega leniwe, bo poza prawem jazdy, do niczego nie miałam siły. Trochę żałuję, bo miałam zrobić masę rzeczy, ale trudno :) Dziś przychodzę do Was, by podzielić się pierwszymi wrażeniami z przygody z suplementem diety, jakim jest Priorin Extra. Jakiś czas temu na moim blogu trwała akcja, w której miałyście szansę wygrać Priorin i ja również dostałam go do przetestowania. Czy się sprawdził?


Szata graficzna opakowania przypadła mi do gustu. Poza tym zawiera ono wszystko przydatne informacje, co możecie zobaczyć kilka zdjęć niżej. Jedno opakowanie starcza na miesiąc kuracji i znajduje się w nim 60 kapsułek. Byłam w szoku, bo są one dość spore i na początku obawiałam się, że będę mieć problem z ich połykaniem, ale wszystko jest w porządku w tej kwestii. Jedno opakowanie, czyli miesiąc kuracji kosztuje ok. 120 zł, więc całkiem sporo. Można zakupić je przez internet, nie wiem czy są dostępne gdzieś stacjonarnie.


Lakier na paznokciach nadaje się już do zmycia, ale to nie on ma tu znaczenie. Chciałam pokazać Wam jaka jest mniej-więcej wielkość jednej tabletki:


W opakowaniu zamieszczona jest ulotka z dodatkowymi informacjami. Natomiast na odwrocie opakowania możemy znaleźć informację o produkcie oraz jego skład. Mam co do niego pewne zastrzeżenie, chodzi o te barwniki, jest ich całkiem sporo, ale chyba nie mają negatywnego wpływu na działanie substancji aktywnych.


I to co najważniejsze, czyli stosowanie i działanie. Połykanie dwóch tabletek dziennie nie sprawiło mi problemu, na początku jedną brałam rano, a drugą wieczorem. Teraz biorę dwie na raz, zazwyczaj rano. Na początek może powiem, że nie zauważyłam żadnych efektów ubocznych. Nie liczyłam na spektakularny efekt i takiego nie dostałam. Włosów wypada trochę mniej, ale nadal sporo. Mam wrażenie, że na głowie pojawiło się też trochę nowych baby hairs, co mnie niesamowicie cieszy. Nie zauważyłam działania na cerę ani paznokcie, ale tego producent nie obiecuje. Cieszę się, że mam okazję go testować, bo mój organizm jest wyjątkowo oporny na wszelką suplementację, a tutaj jednak coś się zadziało :) Mam nadzieję, że kolejne dwa miesiące kuracji spowodują, że ten efekt będzie bardziej zauważalny. 

Fakt, że otrzymałam produkt na drodze współpracy nie ma wpływu na jego ocenę.

Pozdrawiam, Recenzjatorka.

Czytaj dalej »

Len i rumianek w odżywce od Joanny.

Cześć!
Niedawno zamieściłam zapowiedź kilku postów i dziś przyszła kolej na ostatni z nich. Pozostałe znajdziecie w poprzednich notkach. O odżywkach Joanny sporo się naczytałam, w tym dużo dobrego. Ciekawiła mnie bardzo wersja z makiem oraz wersja, którą kupiłam, czyli z lnem i rumiankiem. W moim Rossmanie i Naturze ich nie było. Spotkałam je dopiero w małym sklepie w moim mieście- Kosmeteria. Wzięłam niebieską, chociaż czerwona chyba też była. Nie byłam przekonana do jej zakupu po mojej przygodzie z balsamem tej firmy jakoś na początku włosomaniactwa. Balsam był jak woda i kompletnie nic ciekawego z moimi włosami nie robił. Czy z odżywką jest inaczej?


Odżywka o pojemności 200g kosztowała mnie coś ok. 3 zł, co uważam za bardzo przystępną cenę. Opakowanie sprawuje się bez zarzutu, jest całkiem poręczne, szata graficzna przypadła mi do gustu, zawiera wszystkie potrzebne informacje, zamknięcie się nie psuje, jest wygodne w użyciu. Z dostępnością może być różnie, jak wspomniałam na początku. Konsystencja odżywki jest dość wodnista, czyli charakterystyczna dla odżywek bez spłukiwania. Pachnie przyjemnie, ale ten zapach nie utrzymuje się długo na włosach. Nie obciąża moich włosów, ale też ich nie dociąża. Wspomaga mój skręt, za co szczególnie ją polubiłam. Ułatwia rozczesywanie, nie powoduje puszenia się włosów, nie ma wpływu na przetłuszczanie się (nakładam ją od ucha w dół). Uważam, że jest całkiem fajnym produktem jak za taką cenę, szczególnie dla kręconowłosych. Niewiele ryzykujemy ją kupując, nawet używać jej jako żel do golenia nóg to nie grzech, za te 3 zł, w razie gdyby się nie sprawdziła :)

Zerknijmy jeszcze na skład:


Od początku czytając odżywka zawiera oczywiście na początku wodę, emolienty i zmiękczacze, nawilżacz, konserwant emulgujący, emolient, panthenol (witamina B5), ekstrakt z lnu, z rumianka, rozpuszczalnik i jednocześnie nawilżacz, składnik utrzymujący wilgoć, naturalny konserwant i regulator pH, na samym końcu zapachy.

Podsumowując, polecam wypróbować tę odżywkę Joanny osobom, które szukają lekkiej, rzadkiej odżywki bez spłukiwania za niewielką cenę. W następnym poście napiszę o moich początkach ze stylizacją, na zaś zapraszam do lektury! :)

Recenzjatorka
Czytaj dalej »

Jabłka z cynamonem... czyli o wosku YC: Macintosh Spice.

Witajcie!
Dziś przychodzę do Was z kolejną recenzją wosku od Yankee Candle. Tym razem trochę inny klimat.. Nagle tak zimowo, świątecznie zrobiło się w moim pokoju po odpaleniu pięknego zapachu Macintosh Spice. Mam nadzieję, że szczegółowa recenzja chociaż trochę opisze powody mojego zachwytu :) Zapraszam na kilka słów o zapachu jabłek z cynamonem.


Kilka słów ze strony sklepu: Pachnące, soczyste, idealnie okrągłe i lekko rumiane Macintoshe – pyszne, delikatnie kwaskowate jabłka rosnące w przydomowym sadzie – to zapowiedź końca lata i wskazówka, że czas najwyższy zacząć przygotowywać zimowe przetwory. Te najlepsze, jabłkowe, mocno zawekowane musy posypane są cynamonem – słodkim, orientalnym, korzennym i idealnie komponującym się z jabłkowym miąższem. Macintosh Spice to domowy deser – cudowna, babcina, podana na ciepło szarlotka, która za sprawą magii Yankee Candle zamknięta została w aromaterapeutycznym, naturalnym wosku.

Zapach tego wosku jest niesamowity. Naprawdę po odpaleniu mam straszną ochotę na szarlotkę! Macintosh Spice jest kuszący, słodki, intensywny. Pierwsze skrzypce gra tutaj pieczone jabłko, drugie cynamon. Ta woń roznosi się po całym domu i przypomina o tym, że wielkimi krokami zbliżają się jesienne wieczory i na ten czas z pewnością zapach pieczonego jabłka będzie idealny. Jestem oczarowana jego trwałością :)

Ten i inne woski możecie kupić w sklepie internetowym Goodies.
Recenzjatorka
Czytaj dalej »

Mandarynka i żurawina w wosku YC.

Witajcie!
Ostatnio jestem strasznie przytłoczona tym, że niedługo skończą się wakacje, że mój instruktor prawa jazdy nie raczył do mnie zadzwonić w celu ustalenia pierwszej jazdy, mimo że powinnam jeździć od początku sierpnia, że wydałam sporo kasy sama nie wiem na co, że nie ma już ze mną mojego dziadka.. I kiedy potrzebuję chwili wytchnienia, odcięcia się od wszystkiego, zapalam świeczkę. Tym razem padło na mandarynkę i żurawinę (klik). Zazwyczaj trochę pomaga.


Kilka słów ze strony sklepu: Kiedy mandarynka idzie na randkę z żurawiną – takie spotkanie musi przynieść owocny efekt! A kiedy miejscem tej nietypowej schadzki jest wosk Yankee Candle, konsekwencje mezaliansu stają się po prostu zjawiskowe! Mandarin Cranberry łączy w sobie egzotyczne, mocno energetyczne, cytrusowe nuty ze słodyczą czerwonej, zimowej żurawiny. Niespotykany koktajl pobudza i relaksuje zarazem, wprowadzając do wnętrza aurę świątecznego szczęścia i sprawnie rozświetlając ponury mrok jesiennych, coraz dłuższych wieczorów.



Mandarin Cranberry jest intensywnym zapachem z owocową nutą. Pomaga mi się odprężyć i jednocześnie pobudza mnie do działania. Jest kolejnym zapachem, który przypomina mi okres świąt Bożego Narodzenia i tym samym powoduje uśmiech na mojej twarzy. Połączenie tych dwóch owoców jest zaskakujące, jednocześnie słodkie i cytrusowe. Wosk starcza na długo i umila (już prawie jesienne) wieczory. Ta słodko-kwaśna mieszanka bardzo przypadła mi do gustu :) Nawet odrobinka wkruszonego wosku do kominka daje piękny aromat unoszący się długo w powietrzu. 

Ten i inne woski możecie kupić na Goodies.pl
Recenzjatorka
Czytaj dalej »

Początek przygody z Yankee Candle: Vanilla Lime.

Cześć!
Pewnie większość z Was ma już za sobą swój 'pierwszy raz' z woskami YC. Ja doczekałam się go dopiero teraz. Pierwszym użytym przeze mnie woskiem był Vanilla Lime (klik), którego recenzję możecie przeczytać poniżej. Do przetestowania mam jeszcze 4 woski i niebawem pojawią się ich recenzje. Przyznam, że mam ochotę na jakiś owocowy oraz kwiatowy zapach, którego nie mam jeszcze w swojej mini kolekcji, więc szykuje się mały zakup :)


Kilka słów ze strony sklepuNajpyszniejsze, najbardziej wykwintne, doskonale skomponowane i uzupełnione dodatkiem ciemnych ziarenek – lody waniliowe idealne, stworzone ręką mistrza i kuszące słodyczą niezależnie od pogody i temperatury. Pyszny pucharek z kilkoma gałkami waniliowych słodkości szczodrze polany polewą z aromatyzowanej cytrynowym sokiem, białej czekolady – esencja słodyczy w najdoskonalszej postaci i hołd dla prostoty. A przy okazji – cudowny aromat zamknięty w naturalnym wosku, którego zapach intryguje, orzeźwia, pobudza i stymuluje lepiej, niż lodowa rolada waniliowo-cytrynowa!

Zacznę od tego, że do kominka ukruszyłam od razu połowę mojego wosku. Starczył mi on na całkiem spory czas, aż byłam zaskoczona. Chciałam już zmienić zapach w kominku, ale vanilla lime ciągle tam był! :) Dlatego jego wydajność oceniam na maksimum gwiazdek. Zapach na początku w ogóle nie przypominał mi lodów waniliowych. Dopiero pod koniec jego przebywania w kominku wyczułam tę nutę. Wcześniej był taki hm.. trochę łazienkowy. Kojarzył mi się z zapachami w odświeżaczach do powietrza. Wydawał mi się nieciekawy. Jednak po pewnym czasie okazał się bardzo przyjemny, odprężający. Kiedy wyłapałam nutkę lodów waniliowych, smutno mi było, że jednak muszę go wymienić! :) Nie jest duszący, w powietrzu nie utrzymuje się długo. Uważam, że zapach jest odświeżający i zastanawiam się nad zakupem zawieszki zapachowej do samochodu o tym zapachu (znajdziecie ją tutaj) w prezencie dla mamy :) 

Jeśli jeszcze nie miałyście okazji przetestować zapachów Yankee Candle, to może warto zainwestować w chociaż jeden wosk? :) Ja jestem oczarowana moim pierwszym zapachem i już odpalam kolejne. 
Woski możecie kupić w sklepie Goodies (klik).

Recenzjatorka
Czytaj dalej »

Fotorelacja znad morza :)

Cześć!
Jakiś czas temu wspominałam Wam, że w te wakacje byłam nad morzem i obiecałam, że pokażę na blogu kilka zdjęć z tego wyjazdu. Dlatego dziś trochę prywaty i obiecane zdjęcia. Właściwie zdjęć mam mało. Kilka wrzucałam na mojego Instagrama, możecie je tam zobaczyć. Teraz kilka zdjęć z aparatu. Większość pochodzi z plaży, pomostów, czy portów. 4 dni spędziłam wraz z chłopakiem i jego rodziną w Jastarni. Pogoda dopisała nam głównie ostatniego dnia, który spędziłam w wodzie. W poprzednich dniach zwiedzaliśmy i troszkę się opalałam. Do 'centrum' Jastarni mieliśmy pół godziny drogi i często tam bywaliśmy, głównie na obiady i na zachód słońca nad zatoką. Nie przedłużam już. Miłego oglądania :)




















Mam nadzieję, że taka luźniejsza forma postów również Wam odpowiada. Dajcie znać jak Wy spędzacie wakacje :)

Recenzjatorka

Czytaj dalej »

Aktualizacja włosowa sierpień '14

Witajcie!
Ostatni czas był dla mnie ciężki. 10 sierpnia zmarła bardzo bliska mi osoba. Nie miałam chęci ani nastroju do tego, żeby tu zajrzeć. Mam nadzieję, że rozumiecie. Dziś zaległa aktualizacja włosowa, zapraszam.


Przyznam ze smutkiem, że nie mam zbyt wielu zdjęć swoich włosów z sierpnia. Naprawdę nie miałam na to czasu ani ochoty. Poza tym, gdy już nadeszła chwila, kiedy przypomniałam sobie o aktualizacji, baterie w aparacie jak na złość się rozładowały. Dlatego poprosiłam mojego brata (chodzi do 3 klasy szkoły podstawowej, wyobraźcie sobie jakim jest świetnym fotografem!) o wykonanie kilku zdjęć. Wszystkie wyszły niewyraźne, w dodatku musiał włączyć lampę i praktycznie nic na nich nie widać. Uznajcie więc zdjęcie poniżej jako typowo poglądowe, czyli takie na którym prawie nic nie musi być widać :)


W sierpniu bardzo zaniedbałam olejowanie. O ile wcześniej w ogóle mi się nie zdarzało opuścić olejowania przy każdym myciu, to w tym miesiącu olejowałam włosy może z 3 razy. W dodatku przed myciem i to tylko na 15 minut. Używałam głównie odżywki Nivea Long Repair, Joanny z lnem i rumiankiem, a także niebieskiej Isany. Wykończyłam też moją Czarną Marokańską, której używałam tylko na specjalne okazje. Zastanawiam się teraz, czy kupić kolejne opakowanie marokańskiej, czy eksperymentować z czymś innym, np. z  aloesową maską NaturVital (chyba?) z Natury.  
W sierpniu chodzę ciągle w związanych włosach, zazwyczaj w koku. Czeszę włosy podróbką TT i szczotką z włosia dzika. Na końcówki nakładałam standardowo serum z Marion. Myłam je szamponem z morelą i pszenicą od Alterry, Facelle oraz jakimś zwykłym szamponem z SLS. Raz wykonałam peeling z kawy i cukru. 

Moje włosy nadal wypadają, ale zażywam Priorin Extra i liczę na to, że mi dopomoże. Mój kucyk stał się bardzo lichy i już tracę siły na te moje włosy. Końcówki raz mają lepszy, raz gorszy dzień. Moje włosy w ogóle są dziwne. Raz wyglądają zjawiskowo, końcówki wyglądają na w miarę gęste, u nasady spora objętość i na długości grube loki, a raz.. końcówki przerzedzone do granic możliwości, przyklap i jakieś strąki zamiast fal, czy loków. I co najdziwniejsze, nie zależy to ani od punktu rosy, ani od użytych produktów.

Na koniec się pochwalę, że wygrałam w tym rozdaniu. A oto, co otrzymałam:


Recenzjatorka

Czytaj dalej »

Porównanie kilku tanich kredek do oczu :)

Cześć!
Dziś kolejny post, o którym Was uprzedziłam i kilka z Was napisało mi, że na niego czeka, co mnie niezmiernie ucieszyło :). Nie zaznaczyłam wcześniej, że kredki które pokażę, są na prawdę tanie. Porównam kredki z 3 firm i postaram się wybrać tę, która jest najlepszej jakości. Mam nadzieję, że tym samym zachęcę Was do zakupu lub przed nim ostrzegę :)


Na pierwszy rzut idą kredki od Sensique. W Naturze kupiłam je na promocji, coś ok. 4 zł za sztukę. Brązowej używam do podkreślania brwi, a pozostałych dwóch do makijażu oka. 


  
Po kolei. Niebieski kolor to nr. 116 i przy jej użyciu możemy rysować kreski, które efektownie wyglądają na oku. Nie jest zbyt uniwersalna ze względu na kolor, ale za to bardzo się wyróżnia i przykuwa uwagę. Kolejna to klasyczna biel, którą podkreślam zazwyczaj dolną linię wodną i kryje się pod numerem 114. I ostatnia to kredka, której używam do makijażu brwi, nr. 121. Sama w sobie jest bardzo dobrze napigmentowana i dość miękka, dlatego nie maluję nią brwi bezpośrednio, tylko nakładam kredkę na szczoteczkę i dopiero rozprowadzam po brwiach dla naturalnego efektu.





Kolejne kredki pochodzą z firmy AVON z serii Colour Trend. Są dłuższe niż pozostałe i mają solidniejszą oprawę- napisy z opakowania nie ścierają się tak szybko jak u innych. Cena w katalogu to ok. 6 zł na promocji. Pierwsza z nich, czarna to Black Attract, a druga- srebrna to Silver Lining. Czarna jest uniwersalna, a srebrną można zrobić efektowną kreskę :) 




Na koniec kredka marki Editt, jeśli dobrze odczytałam z opakowania. Pierwszy raz się spotkałam z takimi kredkami, może dorwiecie je w jakimś sklepie typu wszystko po 5 złotych. Ja swoją znalazłam w sklepie z pamiątkami nad morzem, konkretnie w Jastarni. Zapłaciłam za nią przebojową cenę 2 zł. Zielony nie bardzo mi pasuje, nie wiem czemu się na niego zdecydowałam :) Kredka jest grubsza i miększa od pozostałych ale przy odrobinie wprawy da się nią wyczarować ładny makijaż. Numer na kredce to 05. Jej opakowanie mi się podoba. Nic się nie ściera i jest estetyczne.



Po przetarciu ręką:


Po przetarciu wacikiem nasączonym płynem micelarnym:


 Kredka, którą na prawdę ciężko było mi zmyć micelem to Sensique nr. 116, czyli niebieski kolor. Ciężko powiedzieć, która z kredek jest najlepsza, ale ta na pewno wygrywa trwałością. Najbardziej uniwersalna jest czerń i biel, a brąz idealnie nadaje się do moich brwi. Z makijażem oka jednak sobie nie poradził. Wybrałabym  mimo wszystko Sensique 116.

Recenzjatorka





Czytaj dalej »

Przegląd po promocjach w Rossmannie.

Cześć!
Dziś pierwszy z obiecanych postów. Zdecydowałam się na opublikowanie właśnie tego, ponieważ promocja w Rossmanie trwa w dniach 31.07-10.08, więc zostało niewiele czasu na zrobienie zakupów po promocyjnej cenie. Skupię się przede wszystkim na produktach do włosów, bo akurat Rossman się postarał i uraczył nas sporą ilością przecen na produkty do pielęgnacji czupryny :)


Zdjęcia, które zamieszczam w tym poście pochodzą z gazetki Skarb, którą możecie dostać w Rossmannie lub kiosku. W gazetce znajdziemy mnóstwo ciekawych ofert, między innymi pomadkę Isana za 2,89, krem do stóp z FussWohl za 2,99, masła do ciała z Perfecty za 10,49 i mydełka z Tołpy za 6,59. Można tak wymieniać i wymieniać, ale może będzie łatwiej razem ze zdjęciami, zapraszam do przeglądu po promocjach w Rossmannie :)

Jeśli lubicie Shaumę, to teraz jest idealny moment, by kupić produkty z serii Moc Keratyny. Przyznam, że zaciekawiła mnie odżywka w sprayu. Wiem, że zwykła odżywka z tej serii ma wysoko w składzie tytułową keratynę, ale nie wiem jak jest ze spray'em. 


O szamponie Babydream już słyszałam i czytałam mnóstwo, zarówno pozytywnych jak i negatywnych opinii, ale myślę, że za zawrotną cenę 3,99 można spróbować :)


Na zdjęciu ukryła się cena szamponów Alterra, wynosi ona 5,99. Kojarzę, że bardzo często są one dostępne w tej właśnie, promocyjnej cenie. Wczoraj kupiłam sobie wersję z pszenicą i morelą, ale oczywiście, w pośpiechu nie spojrzałam na skład, a zwiera olej kokosowy, nie wiem co z tego wyjdzie. W promocji są również maseczki do włosów z Dove, aż 5 zł upustu. Zaskoczyło mnie Timotei swoją nowością, a mianowicie suchym szamponem za niecałe 12 zł. Warto zainwestować też w szampon z tej firmy, za 400 ml płacimy tyle samo co za 200 ml Alterry.


Na początku poszłam do Rossmana po moją ulubioną odżywkę (long repair), ale w końcu jej nie wzięłam. Teraz trochę żałuję, bo jednak to przecena o 3 zł. Jeśli ktoś lubi szampony Nivea, to zakup szampon + odżywka jest bardzo opłacalny. Ja raczej nie eksperymentuję już z szamponami typowo drogeryjnymi.


Tutaj zaciekawił mnie przede wszystkim peeling do ciała z Tutti Frutti. Mam olejek z tej serii i jestem oczarowana jego zapachem. Pewnie z peelingiem byłoby podobnie :)


Z tego fragmentu spodobał mi się kolejny peeling, ale tym razem z Isany. Kwiat jabłoni i limonka- brzmi super! :) Oprócz tego już jakiś czas gdybam nad mydłem borowinowym.


Na koniec trochę kolorówki. Ja akurat nie mam w planach nic kupować w Rossmanie, ciągle się zastanawiam, czy już kupować podkład Anabelle Minerals. Tusz mam, puder i korektor też. Nie będę kupować nic na zapas. A promocje też nie są nie wiadomo jak duże i 20,99 za tusz do rzęs to dla mnie nadal kosmos.


U wielu z Was czytałam, że podkład w lewym dolnym rogu jest w porządku, ale na razie nie mam potrzeby nabycia nowego. W każdym razie kosztuje teraz 8 zł mniej, więc warto :)



Z Joanny używałam kiedyś plastrów do depilacji twarzy o zapachu owoców leśnych i były bardzo fajne. Tylko ta oliwka 'po depilacji' była na bazie parafiny, ale i tak jej nigdy nie używałam. Nie wiem jak jest z jakością pozostałych plastrów i kremów, ale te w lewym górnym rogu polecam :)


Tutaj zaciekawiła mnie pianka z Isany, którą zawsze mam ochotę kupić, a jeszcze tego nie zrobiłam. Chyba tym razem się zdecyduję :)

I dobrnęliśmy do końca. Dajcie znać, czy coś Was zaciekawiło i czy coś kupiłyście na promocji w Rossmannie :)!

Recenzjatorka

Czytaj dalej »